Wierzyłam w to, że będzie łatwo. Miałam do tego prawo. Taka iskrząca się nadzieja, w to ,że potrafię być wystarczająco dobra. Nic nie mówiłeś. Nie prosiłam Cię o słowa. Liczyłam na gesty i działanie. "Więcej rób, mniej mów"- chciałam tak żyć.. Ale to nie wystarcza. Okazuje się ,że słowa są tak samo ważne jak czyny. Tylko, że ja nigdy nie potrafiłam zachować równowagi. Mam tendencje (nieznośną dla otoczenia) do popadania w skrajności. Mam tendencje, do "wypadania" poza nie, do krążenia za granicami. Zawieszona gdzieś pomiędzy "chcę" i "mogę", trwam w przekonaniu, że prędzej czy później wszystko jakoś się ułoży. Błąd. Nic samo się nie układa. Nic "samo" się nie dzieje. Teraz to wiem. I nie korzystam z tej wiedzy, po prostu lubię czekać. Dzielić na czynniki pierwsze każdą chwilę. Chwytać ją i oglądać z każdej strony. I tak bez przerwy. Chwila za chwilą. Każda jest idealna. Ktoś je doskonale dopracował, wypieścił. I tylko jeden zgrzyt. Zgrzyt nie do zniesienia. Zgrzyt między mną ,a moją chwilą. Mam tak wiele wad...Nie jestem dobra...ani zła. Staram się być szczęśliwa.
NIE JESTEM IDEAŁEM, JESTEM IDEALISTKĄ.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz