Jesteś jak ostatni promyk zachodzącego słońca. Patrzę na ciebie z zachwytem, starając się pojmać i zatrzymać... choć na chwilę.
Oszukuję nałogowo. Resztkami sił chwytam cząstki siebie. Układam je jak puzzle. Bez efektu. Rozpadam się, uderzana własnymi kłamstwami... Znakomicie udaję kogoś kim nie jestem. Tylko, że z tego nic nie wynika.Zawsze nic.
Potykam się tak często, ale nie upadam. Coś trzyma mnie blisko życia. Zawsze w bezpiecznej odległości od przepaści. Nauczyłam się próbować.Jeśli boli, śmieję się przez łzy. Uświadamiam sobie, że czuję. Czuję więc jestem. A cóż w życiu prostszego niż bycie. Cóż bardziej fascynującego niż życie.
Mam, złapałam. Moje prywatne światełko. I zachody przestają być straszne. Im więcej mroku wokół mnie, tym jaśniejszy każdy promyczek. Nadzieja nie umiera. Ona czasami zasypia. Tylko troska nie pozwala mi jej budzić.
Ktoś tchnął we mnie wiarę. Każdy oddech przybliża mnie do spełnienia. Niczego mi nie potrzeba. Mam wszystko. Myślisz , że twoja armia jest w stanie mnie pokonać. Cóż...pewnie masz racje. Masz przewagę, masz broń. Atakuj.Śmielej.
"Zachowaj zimną krew" -tak mi mówili. Nic prostszego. Nie boję się, Jak już wspomniałam- ból nie jest niczym złym. Wierzę, że cierpienie uszlachetnia.Każdy medal ma dwie strony. Każdy człowiek ma dwie twarze.
Tak, znowu kłamałam.To przez strach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz